Relacja Adama Śliwy z rejsu hausbootem w lipcu 2016 po Zalewie Wiślanym, Pętli Żuławskiej i Zatoce Gdańskiej

Relacja z rodzinnego rejsu barką motorową (hausbootem) na trasie Stara Pasłęka-Elbląg-Malbork-Tczew-Gdańsk-Przekop Wisły-Rybina-Kąty Rybackie-Krynica Morska-Frombork-Stara Pasłęka. Wiele praktycznych uwag sprawia, iż ta ciekawa relacja stanowi bardzo ważne źródło praktycznych informacji dla wszystkich, którzy planują rejs po tych wodach.

Prolog
Szukając w internecie informacji na temat czarteru łodzi motorowych natknąłem się na stronę opisującą Pomorski Szlak Żeglarski. Opisy tego szlaku zachęciły mnie do zorganizowania rejsu, po tamtejszych wodach. Udało mi się wyczarterować jacht w przystani w Starej Pasłęce, jest to miejscowość, która leży w samym rogu pomiędzy Zalewem Wiślanym a granicą z Obwodem Kaliningradzkim Rosji. Łódka to to jacht motorowy Weekend 820 o nazwie Wildcat 1. Po skomplikowanych negocjacjach udało mi się zamustrować załogę, czyli prawie całą naszą rodzinę z wyjątkiem Julii, która teraz jest Londynie a miała być 100%-towym  członkiem załogi. Mati był pewniakiem, Krzysiu zgodził się na trzy dni przed rozpoczęciem rejsu,  Maria zdecydowała się na dzień przed wyjazdem.



Skład ekipy to:
Maryla (żona) – staż to dwudniowy rejs Kanałem Gliwickim;
Krzysiu (syn, 21 lat) – pierwszy raz na pokładzie;
Mati(syn,13 lat) - motorowy sternika śródlądowy;
i Adam - uprawnienia na silnik i żagle po akwenach szuwarowo-bagiennych.

2016.06.26 - Dzień 1
0600 Wyjazd z domu naszym starym 16-letnim Fordem Mondeo.
1100 Postój około 30 km przed Toruniem.
1100 Oglądanie Elbląga z samochodu.
1700 Zakupy w Braniewie.
1600 Przybycie do Starej Pasłęki.

Dom Rybaka ku mojemu zdziwieniu jest w rękach Dywizjonu Straży Granicznej. W opisie na stronie Pomorskiego Szlaku Żeglarskiego  niedawno był tam hotel i miejsca noclegowe dla turystów. Przy nabrzeżu stoją dwie łodzie typu RIB, natomiast z tyłu za budynkiem stoją dwa poduszkowce. Spotykamy pana Ryśka Dodę, od którego czarterujemy łódkę. Pan Rysiek charakteryzuje się miłym i wesołym usposobieniem. Po chwili rozmowy ustalamy, że idziemy na późny obiad lub wczesną kolację do pobliskiego baru, a w tym czasie obsługa przygotuje jacht do wydania, co zabierze około godziny. W barze serwują świeżą rybkę złowioną przez pasłęckich rybaków w wodach Zalewu Wiślanego lub Pasłęki. Zamawiamy sandacza, okonia, pstrąga i zwykły schabowy dla Matika. Po kolacji odbieramy jacht i okrętujemy się. Pan Rysiek omawia z nami obsługę jachtu, obdarowuje nas mapkami i informatorami z unijnego projektu „Pętla Żuław”, opowiada o atrakcjach rejonu.

Pogoda psuje się, zrywa się wiatr. Pan z posterunku Straży Granicznej, który sprawdzał łodzie patrolowe stojące za naszą rufą, odradza wypływanie dzisiaj, pogoda ma się jeszcze bardziej zepsuć. Raczej plan nie przewidywał wypływania dzisiaj, ale ciągnęło mnie już na wodę. Postanowiłem posłuchać rady i zostać na noc w Starej Pasłęce.


2016.06.27 - Dzień 2
1025  Wypływamy ze Starej Pasłęki.
Szlak wiedzie rzeką Pasłęka do jej ujścia do zalewu. Dzwonię na posterunek straży granicznej z informacją, że wypływamy do Elbląga. Pan Strażnik który jest na łodzi i obserwuje nasze wyjście, przestrzega przed niekontrolowanym przekroczeniem granicy. U naszych strażników mandat wynosi 500 zł, natomiast złapanie przez Rosjan to: (cytuję dokładnie strażnika) „2 tygodnie obierania ziemniaków”.

1035  Mijamy po lewej wejście do kanału, który wiedzie do portu Ujście.
Niestety most jest nieczynny, o czym mówił Pan Rysiek, trzeba na zalew wypłynąć ujściem rzeki co okazuje się trudne z powodu licznych mielizn.

1036  Siedzimy na piaszczystej mieliźnie.
Zeskakuję do wody i wypycham jacht na głębszą wodę.  Rozglądam się i przed sobą widzę powbijane zwykłe drewniane tyczki, które wyznaczają tor podejściowy do Pasłęki, po chwili żeglugi jesteśmy już na torze wyznaczonym przez pławy 1 i 2  do portu w Ujściu, następnie skręcamy w kierunku pławy nr1 głównego toru na zalewie. Płyniemy „po Bożemu” torem wyznaczonym przez pławy. Po drodze mijamy szeregi rozstawionych sieci, których obecność zdradzają tyczki z chorągiewkami.

1129 Trawers pławy PIA.
1139 Trawers pławy FRO.
1247 Trawers pławy TOL.
1329 Trawers stawy ELBLĄG (Piotruś).
1337 Kąpiel w zalewie :).
1411 Trawers światła ELBLĄG (Andzia).

1505 Mijamy most pontonowy w Nowakowie.
Mamy dużo szczęścia. Na otwarcie mostu czekamy dosłownie 2 minuty. Płynąc dalej do Elbląga nie ma już żadnych przeszkód.

1535 Mijamy wejście do Kanału Jagiellońskiego.
1552 Oglądamy z wody  zwodzony most „Niski”.

1604 Cumujemy w przystani „Fala” w Elblągu.
Przystań „Fala”, choć na to nie wygląda, jest w pełni przygotowana na przyjęcie żeglarzy. Jest WC, prysznic oraz na ścianie budynku znajduje się kilka gniazdek umożliwiające podłączenie jachtu do sieci elektrycznej. Marina jest także dogodnie usytuowana dla wodnych turystów chcących zwiedzać Elbląg. Położona jest na Wyspie Spichrzów w narożniku pomiędzy rzeką Elbląg a Kanałem Miejskim.  Spacerkiem udajemy się poprzez zwodzony most „Niski” i jesteśmy na starówce. Pięknie odnowione kamieniczki, wybrukowane ulice, Brama Targowa z rzeźbą dzielnego piekarczyka, z którym robimy sobie fotki. Legenda głosi, że piekarczyk  uratował miasto przed Krzyżakami. Łopatą przeciął łańcuchy podtrzymujące bramę i i zamknął  rycerzom wejście do miasta. Niedaleko Bramy Targowej fundujemy sobie lody. Pani sprzedawczyni pozwala także naładować komórki. Nie widzieliśmy gniazdek na budynku hangaru i w baliśmy się, że się rozładują  Następnie podziwiamy fontannę wieczorem podświetloną na różne kolory,  kościół pw. Św. Mikołaja, Bulwar Zygmunta Augusta. Wieczorem udajemy się do kawiarni, dać odpocząć  zmęczonym nogom.  Dostajemy gofra i kawę z przesadzoną ilością bitej śmietany, której mamy przesyt do końca rejsu. Oczywiście Maria pstryka wszystko komórką ale nie narzekam, wszystko przyda się do relacji z rejs.


2016.06.28 - Dzień 3
0950 Wyruszamy z Elbląga.
1008  Awaria silnika !
Po wypłynięciu z basenu na przystani Fala zauważem, że śruba silnika jest owinięta jakimś zielskiem.  Mati wyłączył silnik. Po oczyszczeniu śruby chcę go odpalić, po kilku pociągnięciach, linka szarpaka nie zwija się z powrotem. Rozglądam się, gdzie można w miarę blisko i bezpiecznie przycumować. Na szczęście wszystko dzieje się niedaleko Marina Serwis. Przy pomocy wiosła pychowego i Pana, który wędkuje niedaleko udaje się przybić do pomostu pływającego. Panu Wędkarzowi w ferworze walki zerywamy żyłkę z wędki. Właściciel serwisu niestety nie posiada części do silnika Tohatsu 30KM jaki był na naszej łodzi. Oferuje, że odpali silnik w trybie awaryjnym i będziemy musieli wracać do Starej Pasłęki w celu naprawy silnika. Pracownik serwisu, Pan Grzesiek rozbiera mechanizm szarpaka i okazuje się, że tylko sznurek zablokował się pomiędzy szpulą i obudową szarpaka. Po kilku minutach silnik jest sprawny. Możemy szczęśliwie kontynuować rejs.

1108  Wyjście z serwisu.



1120  Wpływamy na Kanał Jagielloński.
Najstarszy kanał w Polsce. Okolony trzcinami pozwala w wyobraźni przenieść się nad Amazonkę. Długość kanału to około 5 km. Mati włazi do śpiwora i zamyka się szczelnie. To jego pomysł na obronę przed końskimi muchami, które są nie mniej żarłoczne niż piranie w Amazonce.

1200 Przechodzimy przez zabytkowe wrota przeciwpowodziowe w Bielniku.
Dalej płyniemy Nogatem w dół rzeki. Nogat jest chyba najpiękniejszą rzeką na szlaku. Całe pola nenufarów, rój ptactwa, czaple, kormorany, boćki. Pogoda także dopisuje. Maria i Krzysiu leżą na pokładzie z lekturą.  Ja  z kubkiem kawy w ręce podziwiam piękno Żuław.



1320 Wchodzimy na Szkarpawę.
Po prawej burcie zostawiamy ujście Nogatu do Zalewu Wiślanego.

1432 Przechodzimy pod mostem zwodzonym w Rybinie.
Brakuje dosłownie kilku cm abyśmy się zmieścili naszym Wildcatem pod zwodzonym przęsłem. Po oględzinach mostu okazuje się, że przęsło nie zwodzone po lewej stronie ma większy prześwit. Wydaje się, że jest wystarczająco głęboko i wysoko.  Krzysiu asekuruje od dziobu. Mati

kontroluje głębokość. Udaje się nam przejść i nie musimy czekać na otwarcie mostu. Za mostem jest miejscowość Rybina,  węzeł wodny łączący szlaki Szkarpawy, Wisły Królewieckiej i Tugi. My płyniemy dalej Szkarpawą w kierunku Gdańska.

1441 Mijamy most obrotowy kolei wąskotorowej.
Na brzegu widać wagoniki kolei wąskotorowej. Szkarpawa nie nastręcza kłopotów o których czytałem w innych relacjach. Nie jest zarośnięta i śruba silnika jest czysta. Co jakiś czas tylko czyścimy wylot chłodzenia. Mijamy ciekawy budynek Stanicy Wodnej niedaleko Izbiska. Po drodze spotykamy chyba tylko trzy łódki.

1558 Przejście pod mostem zwodzonym w Drewnicy.
W Drewnicy jest kilka przystani, po lewej burcie mijamy coś, co jest chyba pływającym domem. Cumuje tu kilka łódek.

1615 Śluzowanie w „Gdańskiej Głowie”.
Pierwsza śluza na naszym szlaku. Różnica poziomów niezauważalna. Wpływamy na królową polskich rzek, Wisłę, która w górnym biegu jest uregulowana. Brzegi umocnione opaskami i ostrogami. Na rzece pusto i jesteśmy sami. Wypatruję wejścia do śluzy „Przegalina”.



1735 Śluzowanie na „Przegalinie”.
Staramy się założyć cumy nabiegowo od dziobu i rufy, co nie jest łatwe z powodu ubogiego wyposażenia śluzy w polery. Pan śluzowy patrzy na nasze starania i mówi: „A po co wiązać, nie ma czasu”, pobiera opłatę i mknie na rowerze do wrót od strony Gdańska aby je otworzyć. Rzeczywiście, różnica poziomów to chyba z 2cm. Wpływamy na Martwą Wisłę. Pogoda się psuje, zaczyna padać deszcz i zrywa się wiatr. Czy uda nam się dzisiaj dotrzeć do Gdańska? Czy szukać schronienia na przystani w Błotniku? Płyniemy dalej.

1823  Stajemy na kotwicy przed mostem pontonowym w Sobieszewie.
Most otworzą o godzinie 19.00. Wiemy to od pana śluzowego z „Przegaliny”. Czekamy. Maria przygotowuje kolację i jest czas spokojnie zjeść w mesie. W międzyczasie pogoda poprawia się i znów wygląda słońce. Za pięć dziewiętnasta z Krzysiem podnosimy kotwicę i szykujemy się do pokonania mostu. Kilka minut po dziewiętnastej most wreszcie otwiera się i płyniemy dalej. Po prawej mijamy Górki Zachodnie, czyli stolicę morskiego żeglarstwa w Polsce, z mnóstwem cumujących tam jachtów. Martwa Wisła to wody morskie. Widoki także zaczynają się morskie. Na obu brzegach widzimy stocznie okrętowe, jachtowe i porty. Na lewym brzegu Rafineria Gdańska..

2006 Przechodzimy pod „Mostem Wantowym”.
To już centrum Gdańska. Po prawej widzimy stocznię, w której spawane są elementy kadłubów statków. Po lewej mijamy dzielnice Sienną Groblę i Polski Hak. Wpływamy do portowej obrotnicy, gdzie statki ustawiane są przez holowniki dziobem do wyjścia. To skrzyżowanie Wisły Martwej, Kanału Kaszubskiego i Motławy. Przed nami Stocznia Gdańska. W narożniku Kanału Kaszubskiego i Martwej Wisły stoją dwa potężne kadłuby budowanych tam statków. My skręcamy na Motławę.

2030 Mijamy pływającą stację Lotos.
Po chwili znajome widoki starówki gdańskiej:  Baszta Łabędź, Targ Rybny, Żuraw, Filharmonia, Sołdek, Muzeum Morskie i Diabelski Młyn podobny do London Eye. Piękny wieczór. Ludzie siedzą sobie w kawiarniach, spacerują, wszystko oświetlone a my płyniemy sobie Wildcatem i oglądamy. Odwiedzając wcześniej Gdańsk, nie przypuszczałem, że będę miał okazję podziwiać starówkę z wody i to nie ze statku wycieczkowego ale na prywatnie wyczarterowanym jachcie. Ludzie obserwujący nas z brzegu na pewno myślą sobie „co za burżuje pływają sobie swoim jachtem po Motławie”. Następnie przepływamy pod mostami, „Zielonym”, „Krowim” i „Podwale”. Oglądamy piękną fasadę hotelu Qubus. Mijamy Kanał Młynówka dostępny tylko dla kajakarzy.



2050 Cumujemy w marinie Żabi Kruk.
Marina całkiem nowa położona niedaleko ruin Baszty pod Zrębem. Niestety, przytrzymujemy pana Bosmana, który kończy pracę o 21. Potrzebujemy przejściówkę z Euro na zwykłe gniazdko. Dziwna polityka panuje w tej przystani. Przystań jest praktycznie czynna do 21.00. Po tej godzinie nie ma co liczyć na WC i prysznic. Bosman kończy zmianę i zostaje tylko pracownik ochrony,  który wcale nie pilnuje jachtów w marinie tylko siedzi sobie w budynku. Skoro już tam siedzi to czy nie można zapewnić dojścia do WC i prysznica. Po załatwieniu formalności z bosmanem udajemy się na wieczorne zwiedzanie Gdańska.


2016.06.29 - Dzień 4
Reguluję płatności, oddaję przejściówkę Euro i biorę prognozę od  bosmana porannej zmiany. Wiatr 2m/s z E, wieczorem ma wzrosnąć do 4 m/s. Jest szansa wyjścia na Bałtyk.

0935 Wychodzimy z mariny Żabi Kruk.
Jeszcze raz mamy możliwość oglądnięcia starego Gdańska. Wpływamy do mariny na Nowej Motławie aby napatrzeć się na stojące tam jachty żaglowe i motorowe pod różnymi banderami.

1005 Tankowanie 25 litrów paliwa w pływającej stacji Lotos.
Jest okazja niekłopotliwego uzupełnienia paliwa. Mati cumuje do stacji i zbiera pochwały przez obsługę za precyzję manewru. Obydwa zbiorniki zalane pod korek.



1010 Wchodzimy na Kanał Kaszubski.
Zewsząd otacza nas przemysł morski. Statki w budowie, statki w podnoszonych dokach do remontu. Stojące do załadunku kontenerowce i drobnicowce przeróżnych bander. Po wysokości marki Plimsola czyli znaku wolnej burty (nie mylić z logo Opla) nad lustrem wody staramy się ocenić czy statek jest pusty czy załadowany. Mijają nas statki wycieczkowe. Jeden tradycyjny jak krowa na Mazurach, drugi pięknie stylizowany na stary galeon o nazwie „Lew”. Głowy latają nam to w lewo, to w prawo, to w tył. Mijamy basen węglowy, twierdzę Wisłoujście z wodnym komisariatem Policji, basen Władysława IV, pomnik Westerplatte. Główki wejściowe portu i jest wreszcie ta słona woda.

1101 Wychodzimy na Bałtyk,  tzn. Zatokę Gdańską.
Rozpoczyna się nasza morska część rejsu. Pogoda jest stabilna. Wiatr około 2 st.B. Kierujemy się na E. W oddali widać Sopot, po prawej burcie rozciąga się Port Północny.  Niestety mapa UMP w Dakocie (ręczny GPS) nie ma dokładnie naniesionych pław toru podejściowego do Portu Północnego.



1132 Podpływa do nas motorówka policyjna typu RIB.
Wzywają nas przez radio. Odpowiadamy i stopujemy. Kontrola dokumentów, wyposażenia.  Oprócz mojego patentu, pokazujemy także patent Matika, bo to on był przy sterze przed kontrolą. Panowie Policjanci są bardzo mili. Niestety ja muszę świecić oczami za armatora. Wildact ma oskrobane i pomalowane burty. Nazwa i znak rejestracyjny są napisane niechlujnie flamastrem niezmywalnym i to było powodem podpadnięcia organom ścigania. Gaśnica stara i zardzewiała, bosaka i apteczki nie ma.  Na szczęście obywa się bez kar, natomiast  mam przekazać armatorowi, że jak jeszcze raz spotkają tę łódkę w takim stanie to  będzie miał z nimi do czynienia. Panowie Policjanci zalecają też powiadomić przez radio Kapitanat Portu Północnego o przekraczaniu toru podejściowego. Po pożegnaniu się i zwyczajowym życzeniu sobie stopy wody pod kilem, płyniemy każdy w się w swoim kierunku. Po zbliżeniu się do toru na jakieś 200 kabli wywołuję kapitanat Portu Pólnocnego na kanale 16. Otrzymuję polecenie przejścia na 14, czyli na ich kanał roboczy.. Tam zgłaszam przejście przez tor. W odpowiedzi otrzymuję krótkie „Dziekuję”. Słuchając dalej 14, mogłę stwierdzić, że chyba raczej przeszkadzałem tym zgłoszeniem. Nic nie wpływało i nie wypływało z portu, tor był pusty, natomiast w samym porcie wiele się działo. Komunikacja z holownikami, ustalanie nabrzeża do cumowania. Podsłuchiwanie portowej, radiowej komunikacji, umila nam płynięcie po zatoce. Mijamy wejście na Wisłę Śmiałą i do Górek Zachodnich. Pogoda dalej jest stabilna i zapada decyzja dalszego kontynuowania rejsu po wodach zatoki do Przekopu Wisły. Tym manewrem ominiemy dwie przeszkody dla swobodnej żeglugi: most  pontonowy w Świbnie oraz śluzę „Przegalina”. Od teraz niech nikt nie ośmiela się nas nazwać „szuwarowo-bagienni” ! Te kilkanaście mil słonej wody mamy już zaliczone i teraz jesteśmy już „morscy”!

1327 Wchodzimy do Przekopu Wisły.
Wypatrzenie wejście do przekopu nie jest takie łatwe. Wisła usypuje spore łachy piachu. Ponadto wody jezioro  Mikoszewskiego na prawym brzegu Wisły skutecznie dezorientują gdzie należy płynąć.  Pława SWB usytuowana na wprost ujścia gdzieś zniknęła. Teraz Dakota (mój ręczny GPS) rzeczywiście  oddaje nieocenione usługi.  Przed nami wody Wisły. Wypatruję fok, które często tu  wylegują się na piasku. Niestety pouciekały i nie możemy im porobić zdjęć. Szkoda, że Mierzeja Wiślana nie została przekopana. Jak dobrze byłoby płynąć jeszcze z kilka mil po Zatoce i bezpośrednio wpłynąć na Zalew Wiślany. Nie żebym coś miał przeciwko Szkarpawie ale nie trzeba by było powtarzać części rejsu tymi samymi wodami.

1337 Trawers portu rybackiego Świbno.
Znaku informuje nas, że jesteśmy na 940 km Wisły. To może zamiast wracać do Starej Pasłęki, popłyniemy do Krakowa? A może popłynąć Wisłą, kanałem Noteckim, Notecią, Odrą i Kanałem Gliwickim do domu?

1410 Trawers wejścia do „Przegaliny”.
Teraz  zrobiliśmy kółko: Wisła , Martwa Wisła, Gdański, Zatoka, Wisła.

1444 Wchodzimy do „Gdańskiej Głowy”.
Za śluzą znowu wita  nas Szkarpawa. Kurs Rybina. Mati kładzie się na materacu na dziobie i szczelnie opatula aby nie pogryzły go latające insekty.



1638 Wpływamy na Wisłę Królewiecką.
W Rybinie po wejściu na Królewiecką,  znowu mijamy most zwodzony,  tym razem przechodzimy pod nim bez kłopotu. To jest ten słynny most, który był wykorzystany podczas realizacji filmu „Czterej pancerni i pies”. Mijamy starą cegielnię i Sztutowo, gdzie znajduje się muzeum obozu koncentracyjnego Stutthof. Po prawej burcie mijamy olbrzymi dom z prywatną  przystanią zamykaną na bramę. A kto bogatemu zabroni? Mati steruje a ja siedzę na dziobie i wyszukuję do przepłynięcia najmniej zarośniętą cześć rzeki. 

1740 Raca z kierunku E.
Nagle na niebie pojawia się raca.  Ktoś na Zalewie w okolicach Kątów Rybackich  potrzebuje pomocy? Niestety nasz silnik nie pozwala mocno przyśpieszyć. Po chwili na niebie widzimy drugą racę. Do zalewu zostaje około 2 mil i musimy uzbroić się w cierpliwość, żeby dowiedzieć się, co się tam dzieje. Radio na 16  milczy.

1800 Wychodzimy na Zalew Wiślany.
Po wyjściu na zalew kierujemy się na pławę K2 do toru podejściowego Kątów Rybackich.
Mija nas pomarańczowy RIB z dwoma ratownikami na pokładzie. Płyną w kierunku Elbląga czyli w kierunku przeciwnym skąd widzieliśmy strzelane race  - jest już po akcji ratunkowej?



1822 Cumujemy w Katach Rybackich.
Od bosmana dowiadujemy się, że w Kątach było hucznie obchodzone Święto Rybaka. Rybakom płynącym kutrem z nowego portu do starego, zapalił się silnik i dlatego wzywali pomocy. Maria wybrała się na spacer na drugi brzeg mierzei nad morze. Krzysiu z Matikiem także zwiedzają Kąty a ja rozbieram kingston, który się zapchał. Po rozebraniu, okazuje się, że w środku jest kulka z papieru toaletowego. Po całej akcji, chcę jeszcze przemyć pokład w kokpicie i odpadła końcówka  mopa i wpada do basenu portowego i topi się bezpowrotnie.. Najpierw pada niecenzuralne słowo ale następnie wygłaszam uroczystą mowę pogrzebową na cześć utopionego. „Że mył pokład Wildcata wodą z niejednego akwenu, że trzonek i my będziemy za nim tęsknili” Korzystam z prysznica w marinie po tej g... robocie. Po doprowadzeniu się do porządku także wychodzę na zwiedzanie. Spotykamy się na „mieście”,  idziemy na lody i kawę. Kąty są ciche i spokojne.

2016.06.30 - Dzień 5
Dzień zaczynam od zakupów pieczywa w pobliskiej piekarni. Na śniadanko są kołaczyki i kawa rozpuszczalna. Sprawdzam prognozę u Pani Bosmanicy i w drogę. Zapewnia, że pogoda gwarantowana.

1013 Wychodzimy z mariny w Kątach Rybackich.
Krzysiu za sterem. Równiutki kilwater za nim oznacza, że steruje już całkiem pewnie i nie goni za kreską na Dakocie (nawigacja GPS).

1035 Trawers stawy GDAŃSK przez tubylców zwanej Kaszycą.

1107 Trawers stawy ELBLĄG (Piotruś)
No to zamknęliśmy dużą ósemkę po Żuławach Płyniemy spokojniutko torem w kierunku NE.

1330 Cumujemy w Krynicy Morskiej.
Krynica Morska to kurort całą gębą. Tłumy wczasowiczów, budki z fastfoodami i zabawkami, trampoliny, huśtawki itp. Wybieramy się na wycieczkę na plażę. Na plaży także spory tłum. W drodze powrotnej chcemy zwiedzić Latarnię Morską. Po drodze mamy super okazję, obiad domowy w ośrodku wczasowym. Ryzykujemy. Jak prawdziwi turnusowi wczasowicze idziemy do stołówki. Tam serwują nam schabowy, ziemniaki, tarte buraczki i kompot. Niestety kotlecik był smażony na oleju pamiętającym czasy PRL, następnie odgrzany na parze i panierka jest tak rozmoczona jak dla dziadka bez protezy. Obiadowe kalorie spalamy wspinając się na Latarnię Morską. Podziwiamy widoki na Mierzeję, Zalew Wiślany i Bałtyk. Wieczorem idziemy do pubu na mecz Polska-Portugalia w ramach ME 2016. Niestety Polska przegrywa w karnych. Wieczorem zrywa się wiatr z SW. Daje się we znaki podstawowa wada mariny w Krynicy - fala wchodzi do portu. Pływające pomosty i jachty podskakują i tworzą kakofonię dźwięków, która utrudnia spanie.


2016.07.01 - Dzień 6
1048 Wychodzimy z Krynicy Morskiej.
Szybki przelot do Tolkmicka. Niestety, silny wiatr z SE powoduje dużą falę, którą Wildcat otrzymuje w burtę i daje nieprzyjemny rozkołys.

1150 Cumujemy w Tolkmicku.
Tolkmicka Bosmanica daje znaki, że nie możemy cumować przy y-bomach w części portu przeznaczonej dla jachtów, chociaż miejsc wydaje się sporo. Po zapewnieniu, że nasz postój to tylko 2-3 godziny, zezwala na cumowanie. „Najsam wpierw świnia” (cytat z Kurczaka Małego) czyli zakup paliwa. Tachamy karnister 20 l na stację paliw.



Po drodze podziwiamy stary budynek stacji PKP, nieczynnej linii kolejowej. Stacja ma taki magiczny wygląd i przypomina trochę tą z japońskiego filmu animowanego  „W krainie bogów”. [Polecamy artykuł na stronie Pętla Żuławska - tutaj].

Po odtransportowaniu paliwa na jacht idziemy zwiedzać Tolkmicko. Oglądamy kościół, ryneczek z fontanną. Następnie poszukujemy sklepu gdzie moglibyśmy zakupić końcówkę mopa, która się utopiła w Kątach.

1300 Wychodzimy z Tolkmicka.
Płyniemy baksztagiem w kierunku Fromborka. Z daleka podziwiamy dobrze widoczną Katedrę, która jest dobrym punktem orientacyjnym na zalewie.



1427 Cumujemy we Fromborku.
Frombork chyba jako jedyny port nie ma odnowionego portu w ramach programu Pętla Żuław. Toalety typu Toy-Toy. Jedna kabina przebudowana na prysznic. W środku brodzik, przepływowy ogrzewacz wody. Cena za to jest jak za hotel pięciogwiazdkowy. Mało miejsca do cumowania. Na początku stanęliśmy longside do nabrzeża wschodniego, lecz tłumy ludzi zaglądające do kokpitu i to że zajęliśmy prawie całe miejsce skłania nas do przecumowania do nabrzeża północnego dziobem do kei, rufą do boi. Frombork to mała mieścina, praktycznie cały ruch turystyczny generują wycieczki przybywające statkami z Krynicy Morskiej. Po odpłynięciu wycieczkowców, punkty gastronomiczne wyludniają się i są zamykane. Zwiedzamy wzgórze katedralne, kanał Kopernika, wieżę wodociągową. Udało nam się zobaczyć seans w planetarium wyjaśniający w jaki sposób Kopernik dokonał swego wiekopomnego odkrycia. Robimy zakupy w pobliskiej Biedronce. W kawiarni pijemy kawę i jemy nieświeże ciastko. Obok Wildcata stoją dwa jachty z Kaliningradu. Rosyjscy żeglarze, przywożą zakupy z „Biedronki” sklepowym wózkiem.  Zaglądamy na plażę nad zalewem, spacer po falochronie nieczynnego portu jachtowego. Idziemy także zobaczyć barak Straży Granicznej, miejsca odpraw, który jest zlokalizowany na południowym falochronie wejścia do portu. Kąpiemy się w toy-toyu i idziemy spać.


2016.07.02 - Dzień 7
1051 Wychodzimy z Fromborka.
Kierunek Piaski. Zrywa się wiatr z SE. Znowu przekonujemy się, jak Wildcat źle znosi boczną falę. Im bliżej brzegu zawietrznego tym fala większa. Locja mówi, że port w Piaskach nie chroni podczas   falowania. Prognoza także nie zachęca. W godzinach popołudniowych siła wiatru ma się zwiększyć.

1123 Zmiana kierunku z NW na SE.
W obawie przed zamurowaniem w Piaskach  przez pogodę  w połowie drogi pomiędzy pławą PIA i portem zawracamy pod przeciwległy brzeg i idziemy na Starą Pasłękę. Idziemy ostro na wiatr i falę, która czasami wchodzi na pokład.

1153 Zmiana kierunku z SE na NE.
Pamiętamy o kamieniach w pobliżu Różańca i w bezpiecznej odległości mijamy niebezpieczeństwo. Jeszcze telefon do Straży Granicznej w Starej Pasłęce, że zbliżymy się do granicy i będziemy wchodzić  na Pasłękę. Lepiej to uczynić niż podrywać strażników do akcji pościgowej. Pława PAS leży tylko 0,6 mili od granicy.

1223 Wpływamy na Pasłękę.
Tym razem nie zaliczamy mielizny.

1247 Cumujemy pod Domem Rybaka.
Pod osłoną wschodniego brzegu nie czuć już tak wiatru. Idziemy się wykąpać na pobliską plażę za Domem Rybaka. Brodząc w wodzie do kolan o mało nie doszliśmy do boi granicznej. Teraz wiemy dlaczego posterunek jest wyposażony w poduszkowce. Po południu od strony Zatoki Gdańskiej nad zalew przewala się chmura. Wygląda jak gigantyczny beret, od góry biały od dołu czarny. Siedzę w kokpicie razem z Krzysiem i widzimy błyskawicę a po dwóch sekundach słyszymy grzmot jakby pociąg walnął w betonową ścianę. Uderza szkwał z siłą na moje oko przynajmniej 8 st. Beauforta. Wiatr gwiżdże na wantach cumujących jachtów. Pasłęka płynie w górę rzeki. My poprawiamy cumy, zakładamy dodatkowe. W dwóch jachtach w marinie puszczają cumy rufowe. Nasza przezorność i rezygnacja z Piasków miała jednak sens. Teraz być na zalewie, to walka o życie. Resztę dnia i w nocy leje. Gramy w szachy  i chińczyka.


2016.07.03 - Dzień 8
0920 Zdajemy jacht Pani Grażynie.
Opowiadamy pani Grażynie smutną historię mopa i że jest już jego następca, mamy nadzieję, że nie uszczupli to naszej kaucji. Ona z kolei mówi, jak podczas wczorajszej burzy w Tolkmicku przerażeni ludzie uciekali z łódek, które tam cumowały po regatach.

1000 Wyruszamy do  domu.
W drodze powrotnej mamy niespodziankę. Uruchomiono odcinek autostrady A1 będący obwodnicą Łodzi, co znacznie przyspiesza nasz powrót do domu.

1700 Parkujemy pod domem.



Epilog

Dla mnie, jako żeglarza i wodniaka szuwarowo-bagiennego ten rejs był fantastyczną przygodą. Różnorodność akwenów: rzeki, kanały, zalew i morze, drogi wodne śródlądowe i morskie, porty małe i duże. Załoga także spisała się znakomicie. Krzysiu i Mati sterowali i byli nieocenioną pomocą podczas wszelkich cumowań i manewrów portowych. Maria, która odnalazła się jako jachtowy kuk. Tylko Julii, mojej córki, wspaniałej załogantki z rejsu po Mazurach, było brak.

Wyjaśniam dlaczego w relacji zamieściłem godziny wypłynięcia, cumowania i mijania ważniejszych punktów i znaków nawigacyjnych podczas rejsu. Po prostu jeśli kogoś ta relacja z rejsu zainspiruje do wybrania się na Pomorski Szlak Żeglarski, to mam nadzieję że pomoże to zaplanować trasy, będzie wiadomo ile czasu nam zajęło  pokonanie poszczególnych odcinków. Staraliśmy się pływać z szybkością około ~ 6 węzłów, w mojej opinii, taka szybkość jest optymalna jeżeli chodzi o zużycie paliwa.

Trudności i różnice względem pływania po Mazurach.
Miejsca schronienia są dalej, jeżeli pogoda się zmieni, warto mieć więcej czasu na ucieczkę. Dobrze mieć  morskie radio VHF, Falowanie także jest wiele większe. Ważne są prognozy pogody i przewidywanie jej. Dawałem sobie przynajmniej 2 godzinny zapas. Jeżeli prognoza zakładała pogorszenie pogody o około 1700, to ja zakładałem, że nastąpi to o 1500. Weekend 820 jako płaskodenna łódka kategorii C, źle znosi falę. O wiele lepiej płynąć wtedy kursami pełnymi, fordewindem i baksztagiem. To była dobra szkoła dla sródlądowca  by zakosztować prawie morskiego pływania.

Adam Śliwa, redakcja Piotr Salecki

  • Galeria zdjęć z rejsu tutaj

Odpowiedzi

Sobieszewo

"most pontonowy w Świbnie" - chyba miało być w Sobieszewie. Tak czy owak nie aktualne bo jest już most zwodzony. "Martwa Wisła to wody morskie" - i śródlądowe także...

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź